Ewenkijska opowieść – Syberia (VII 2006)

Mały, lokalny pociąg zwany biczewozem zatrzymuje się na niestrzeżonym przejeździe kolejowym. Pośpiesznie zeskakujemy po schodkach na szutrową drogę. Uśmiechnięta konduktorka macha nam na pożegnanie i pojazd znika w gęstej chmurze dymu.

 Wioska

Znajdujemy się na wzniesieniu, skąd roztacza się piękny widok na zieloną dolinę, kończącą się gdzieś tam, u stóp masywu Kodar. Czekamy na samochód, który ma zabrać nas i nasze rzeczy do ewenkijskiej wioski Ciapo Ologo położonej nad brzegiem rzeki Czara. Będziemy mieli dzień na to, aby przyjrzeć się z bliska jak wygląda codzienne życie w osadzie, zanim wyruszymy do obozowiska ewenkijskich pasterzy reniferów położonego w Górach Kałarskich – celu naszej podróży.

imm002_27_zmniejszacz-pl_977134

Po chwili z naprzeciwka nadjeżdża samochód wzbijając za sobą tumany kurzu. Wskakujemy. Część ekipy lokuje się na plecakach powrzucanych na pakę, zaś pozostali postanawiają zwiedzić teren decydując się na spacer w kierunku osady.

Dojeżdżamy na miejsce. Naszym oczom ukazują się liczne drewniane chaty. W każdym obejściu znajdują się ogromne ilości drewna opałowego, przygotowanego na nadejście długiej i surowej syberyjskiej zimy. Główna droga we wsi usiana jest licznymi koleinami wypełnionymi wodą. Samochód zatrzymuje się w pobliżu niewielkiego budynku przeznaczonego na nocleg dla nas. Przygotowujemy posłanie i pospiesznie udajemy się nad pobliską rzekę. Towarzyszą nam ciekawskie dzieciaki, bardzo łase na słodycze przywiezione z Polski oraz miejscowe psy, domagające się od nas pieszczot.

HPIM9644_zmniejszacz-pl_534600

Po południu mamy możliwość zwiedzić lokalną szkołę podstawową. Nauczycielka oprowadza nas po budynku, pokazuje książki i opowiada o życiu w wiosce. Jakaś mała dziewczynka o azjatyckich rysach z dumą wyciąga szkolne zabawki i chwytając mnie za rękę zaprasza do zabawy. W trakcie wizytacji w szkole nauczycielka zaprasza nas na kolację do swojego domu. Mamy jeszcze trochę czasu, więc udajemy się z aparatami fotograficznymi na spacer po wiosce. Tu i ówdzie napotykamy na rozrzucone opakowania po polskich czekoladkach, lizakach i cukierkach niedawno podarowanych dzieciakom. Naszą zmorą staje się mały Nikita. Jego żołądek stanowi studnię bez dna i ciągle domaga się nowej porcji czekoladek. Niedawno pożarł proszek, z którego mieliśmy przygotować puree ziemniaczane na obiad. Nie istnieją dla niego żadne przeszkody. Otwiera drzwi kopniakiem i trzymając ręce w kieszeniach swoich żółtych obszarpanych porteczek rozgląda się łobuzersko w poszukiwaniu czegoś, co można „rzucić na ząb”. Tym razem wspiął się na dach naszego domku i wypatruje nas z góry. W międzyczasie inna grupka nieco starszych dzieciaków przebiera się w ludowe ewenkijskie stroje i pozuje do zdjęć. Taką sesję wyceniają na 50 rubli dla każdego z nich. Zabawne, jak szybko dzieciaki pojmują, w jaki sposób zrobić interes na „ciekawskich turystach”.

imm014_147_zmniejszacz-pl_422318

Udajemy się na kolację. Jest wspaniała. Rodzina nauczycielki ugościła nas szaszłykami z mięsa reniferów, powidłami z leśnych owoców oraz herbatą z pysznym sokiem.

Po kolacji objedzeni wracamy do naszej chaty. Zasypiamy kołysani do snu uderzeniami kropel deszczu o eternitowy dach i bzyczeniem dziesiątek par komarzych skrzydełek. Nikt już nie zwraca na to uwagi. Rano mamy wyruszyć w drogę w kierunku Przełęczy Mururin. Tam będą na nas czekać pasterze reniferów po to, aby zaprowadzić nas do swojego obozu, w którym mamy spędzić z nimi kilka dni.

  Obóz w górach

I znów pospiesznie opuszczamy pociąg zabierając ze sobą cały ekwipunek i zapasy żywności na czas pobytu w górach. Znajdujemy świetne miejsce na biwak. Tutaj, na Przełęczy Mururin, spędzimy pierwszą noc. Miejsce jest piękne. Górzysty teren, usiany licznymi jeziorkami, porośnięty skarłowaciałym modrzewiem i brzozą, wyściełany złotym porostem, którym żywią się tutejsze reny.

imm023_24_zmniejszacz-pl_674101

Wspólnie z ewenkijskimi towarzyszami podróży przygotowujemy pierwszy posiłek w terenie. Doskonale smakuje gotowana kasza z tradycyjną syberyjską słoniną.

Późnym wieczorem dołączają do nas wyczekiwani z niecierpliwością Żenia i Jura. Przyprowadzili ze sobą spore stadko renów i psa pasterskiego Sieriożę. Wieczór mija w bardzo sympatycznej atmosferze.

imm029_29h_zmniejszacz-pl_88893

Nazajutrz po śniadaniu wyruszamy w drogę. Kroczymy żwawo po nasypie kolejowym, aby wkrótce zejść z niego w kierunku doliny rzeki Hani. Zanim dotrzemy do jeziora w górach, nad którym jest przewidziany kolejny nocleg, musimy przedrzeć się przez bagnistą dolinę rzeki. Nasi przewodnicy uprzedzają nas o niezliczonej ilości komarów, z którymi będziemy musieli się zmierzyć za chwilę. Pomimo wysokiej temperatury powietrza wszyscy zgodnie zakładają bluzy, kurtki czy polary. Niektórzy przezornie naciągają na głowę moskitiery i obficie zraszają się preparatami mającymi odstraszyć te owady. Powoli schodzimy w dół. Kolejny postój i zmiana obuwia na gumiaki. Teraz poruszamy się po grząskim terenie. Wszędzie błoto i woda. Trzeba stąpać ostrożnie, żeby nie zapaść się po kolana w błotnistej mazi. Miliony komarów – nasi nieodłączni towarzysze – motywują nas do szybkiego marszu. Przerwy na odpoczynek urządzamy krótkie i zawsze rozpalamy tak zwane dymokury (mocno dymiące ogniska), które nieco odstraszają owady. Przewodzi nam Artiom. Idzie z przodu grupy niosąc na ramieniu karabin, który ma być przydatny w przypadku pojawienia się na naszej drodze niedźwiedzia. Można się z łatwością natknąć na to zwierzę, zwłaszcza w pobliżu obozu, do którego się udajemy, ze względu na skupisko renów. Stado liczy około 200 sztuk. Tak duża grupa zwierząt stanowi łatwy łup dla niedźwiedzi, zwłaszcza, że w poszukiwaniu pożywienia rozpraszają się po okolicy w odległości kilku kilometrów od strzeżonego przez psy pasterskie obozu.

imm026_26_zmniejszacz-pl_487525

Po czterech godzinach marszu docieramy nad rzekę Hani. Teraz, w porze letniej, wody w rzece jest niewiele, jednak w czasie wiosennych roztopów musi być olbrzymia. Świadczy o tym jej szerokie koryto, w którym leżą wysuszone słońcem kamienie. Opuszczamy tę dolinę urzeczeni jej pięknem. Niestrudzenie pniemy się w górę ścieżką, którą pasterze przepędzają reny. Tutaj nie ma szlaków turystycznych. Trasę przemierzają od czasu do czasu alieniowodzi w celu uzupełnienia zapasów żywnościowych.

imm001_1_zmniejszacz-pl_441063

 Na leśnej ścieżce mijają nas i szybko się oddalają objuczone naszymi bagażami renifery prowadzone przez Ewenków. Całe szczęście, bo przynajmniej połowa towarzyszących nam komarów podąża za nimi. Mamy nadzieję, że tam wysoko w górach, u celu naszej podróży, nie ma komarów. To najbardziej motywuje nas do szybkiego marszu. Krajobraz się zmienia. Przez pewien czas poruszamy się modrzewiową tajgą, po chwili przedzieramy się przez gąszcz wierzbiny, by za moment wejść w srebrzysty brzozowy zagajnik. Po dziesięciu godzinach docieramy wreszcie do przełęczy, z której roztacza się piękny widok na całą okolicę. W dole lśni gładka tafla jeziora, w której odbijają się wierzchołki okolicznych gór. Z daleka dostrzegamy odpoczywające nad jeziorkiem reny i kilka osób pracujących przy rozjuczaniu zwierząt. Podczas gdy my z naszych zapasów przyrządzamy posiłek, Artiom udaje się na polowanie. Po chwili wraca z uśmiechem niosąc zdobycz. Wieczorem na kolację Ewenkowie przyrządzą sobie tarpagana (świstak).

HPIM0425_zmniejszacz-pl_78704

 Rano wszyscy przystępujemy do przygotowania śniadania potykając się o pozostawione wczorajszego dnia przy ognisku naczynia. Po śniadaniu następuje pakowanie, objuczanie zwierząt i wymarsz. Teren znowu wznosi się. Jesteśmy coraz wyżej i coraz piękniejsze widoki roztaczają się wokół nas. Pniemy się w górę, schodzimy w kolejną dolinę i znowu w górę. Przeprawiamy się przez rzeki i potoki górskie, przedzieramy przez krzaki. Nieznacznie zmienia się pogoda. Jest ciepło, ale słońce skryło się za chmurami. Nieznośne owady, towarzyszące nam od początku podróży, ani na chwilę nie dają nam spokoju. Dodatkowo pojawiły się złośliwe meszki. W tym towarzystwie przemarsz przez kolejną bagnistą dolinę staje się uciążliwy. Teren jest bardzo podmokły, więc nie ma mowy o zmianie obuwia z gumiaków, w których maszerujemy już kilka godzin, na wygodne buty trekingowe. W końcu dochodzimy do lodowca. Zgromadziło się na nim całe stado reniferów. Jest to jedyne miejsce, gdzie nie docierają wszędobylskie meszki i komary, i tutaj reny mogą odpocząć od ich ciągłych ukąszeń. Stąd mamy już tylko około dwóch godzin marszu do obozu pasterzy.

imm016_16u_zmniejszacz-pl_533041

 W końcu osiągamy cel naszej podróży. Obóz położony jest nad rzeką Citkanda. Mieszka w nim trzech pasterzy: nasi przewodnicy Żeńka i Jura oraz Andriejka, który pozostał sam w obozie, kiedy jego towarzysze przemierzali z nami drogę do obozowiska. Wszyscy trzej są Ewenkami, mają azjatyckie rysy i są niewielkiego wzrostu. Ubrani tradycyjnie w mocno wytarte moro i wysokie gumowce. Nasze przybycie nie wzbudza żadnych emocji i nie odrywa Andriejki od codziennych obowiązków. Przygotowujemy miejsce, w którym rozbijemy namioty i rozwiesimy zadaszenie nad polową kuchnią. Rozpalamy ognisko. Po zjedzeniu pysznego obiadu (kasza z resztką słoniny) mamy możliwość rozejrzeć się po obozie. Znajduje się w nim niewielka zagroda dla renów, miejsce na ognisko i duży płócienny namiot wzmocniony żerdziami ze ściętego modrzewia. Panuje w nim półmrok. Centralne miejsce zajmuje nieduży piecyk, na którym można wypiekać lepioszki (rodzaj chleba), zaś z tyłu zalegają skóry renów, służące Ewenkom za posłanie. W namiocie znajduje się też stacja radiowa, za pomocą której pasterze komunikują się z mieszkańcami wioski. Obok radiostacji leży kilka skarbów: stare rozsypane pudełko szachów, mocno zabrudzone karty do gry i jakaś książka, a w zasadzie jej część (pozostałe kartki znajdowało się tu i ówdzie poza obozem, wykorzystane zamiast papieru toaletowego). Nadciąga wieczór a z nim ciężkie deszczowe chmury. Ochładza się. Na dolinę spadają pierwsze krople deszczu ze śniegiem. Idziemy spać. Część osób korzysta z gościny Ewenków i nocuje w ich ciepłym namiocie. Nazajutrz wszystko pokryte jest białym puchem. Jest zimno, cały czas pada śnieg i nie zapowiada się wcale na szybką zmianę pogody. Pozytywnym aspektem nagłego ochłodzenia jest absolutny brak owadów, które do tej pory skutecznie uprzykrzały nam życie.

HPIM9890_zmniejszacz-pl_546888

 Czas spędzamy przy ognisku słuchając opowieści Ewenków o życiu w obozie, pasterstwie, polowaniach, grając z nimi w karty i szachy. Korzystamy też z okazji, że jest z nami Katia, która uczy nas wypiekać liepioszki i podpłomyki. Mija kilka dni. Ciągle wypatrujemy zmiany pogody, lecz niestety nie zanosi się na to. Decydujemy się na powrót i kontynuowanie podróży po innych zakątkach pięknej Syberii. Pozostaje nam tylko wędrówka do Przełęczy Mururin, nocleg w namiotach smaganych wiatrem, zatrzymanie pociągu „na stopa” i przemieszczenie się w kierunku słonecznego brzegu Jeziora Bajkał w kołyszącym wagonie płackartnym.

HPIM0134_zmniejszacz-pl_145964

 Kolej Transsyberyjska

Jeżeli ktoś zdecyduje się na podróż w tak wyjątkowe miejsce, jakim jest Syberia, koniecznie musi pojechać tam koleją transsyberyjską. Jest to najdłuższa linia kolejowa na świecie a jej główny szlak prowadzi z Moskwy do Władywostoku przekraczając po drodze rzeki: Wołgę, Irtysz, Ob, Jenisej, Angarę, Lenę i Amur.

W mieście Tajszet linia Transsyberyjska łączy się z Bajkalso-Amurską Magistralą, która przechodzi przez wschodnią Syberię biegnąc równolegle do kolei Transsyberyjskiej w odległości około 700 km na północ.

imm019_20_zmniejszacz-pl_891610

 Podróż najdłuższym odcinkiem kolejowym na świecie, w którym można spędzić nawet kilka dni i przekroczyć 8 stref czasowych, wcale nie musi być nudna zwłaszcza, jeżeli podróżuje się wagonem typu płackarta. Jest to rodzaj wagonu sypialnego bez zamykanych przedziałów, co sprzyja szybkiej integracji pasażerów. Zachodnim turystom umożliwia bezpośredni kontakt z ludźmi zamieszkującymi te tereny i poznanie ich zwyczajów. Daje również możliwość wczucia się w syberyjskie klimaty. Dodatkowym atutem, który przemawia za wyborem tego środka transportu, są piękne widoki pojawiające się za oknem oraz możliwość wypróbowania tradycyjnych rosyjskich przysmaków, które można zakupić u babuszek podczas postoju transsiba na większych stacjach.

 Podróżowanie koleją transsyberyjską stanowi niezapomnianą przygodę.

***

Syberia, która kojarzyła mi się zawsze z surowym klimatem, nieprzebytą tajgą i bezkresnymi obszarami. Która wcześniej była dla mnie symbolem cierpień wielu zesłańców. Zapisała się w mojej pamięci jako kraina fascynująca pięknem i bogactwem przyrody, kraina zamieszkana przez życzliwych ludzi, kraina, w której też świeci słońce…