Good Morning Vietnam! – Wietnam (IV – V 2015) część I – Hanoi

„Hanoi, Hanoi…” refren wietnamskiej piosenki zasłyszanej w pociągu z Lao Cai do Hanoi co jakiś czas nuciliśmy sobie pod nosem przemierzając Wietnam lądem i wodą…

2573361_DSC00900Pomysł na podróż rodził się od pewnego czasu podsycany instynktowną potrzebą wyjazdu gdzieś w odległe, egzotyczne zakątki a także wyrwania się z tej cholernie poukładanej Europy. I tak pewnego grudniowego wieczoru, kiedy z Tomem wspominaliśmy zabawne chwile z poprzednich wypraw padło hasło „a może by tak do Wietnamu?”. Niedługo trzeba było czekać i uzbierała się ekipa sześciu śmiałków gotowych podjąć to wyzwanie. Zorganizowaliśmy więc 6 biletów lotniczych, 6 wiz i pierwszy nocleg w Hanoi, a reszta potoczyła się już spontanicznie na miejscu.

2573458_DSC0731626 kwietnia o godzinie 8:30 wylądowaliśmy na lotnisku Noi Ban w Hanoi. – „Good Morning Vietnam!” – wyrwało nam się z piersi.

Wietnam przywitał nas ciepło, co dało się odczuć po wyjściu z klimatyzowanego terminalu, gdzie czekał już na nas kierowca trzymając oburącz kartkę z imieniem Elizabeth. Stał wśród gromadki jemu podobnych, niczym na manifestacji ekologów broniących rzadkiego gatunku ślimaka. Sprawnie zapakowaliśmy nasz bagaż do niewielkiego busa na zatłoczonym podjeździe i miło uśmiechający się  kierowca, ni w ząb znający angielski, szybko wymanewrował na drogę w kierunku stolicy.

Droga z lotniska do Hanoi zajęła około 40 minut. Opuściwszy lotnisko przemieszczaliśmy się autostradą ze względnie minimalnym ruchem, którego natężenie rosło w miarę zbliżania się do stolicy Wietnamu. 2573457_DSC07315Po przekroczeniu mostu na Red River wjechaliśmy w rzekę samochodów, skuterów, rowerów, pieszych, którzy poruszali się we wszystkich możliwych kierunkach bez zachowania jakichkolwiek zasad i przepisów o ruchu drogowym. Każdy uczestnik ruchu poruszał się w którą chciał stronę, z prądem, pod prąd, w prawo i w lewo, według zasady, że większy ma pierwszeństwo. Pomimo tego całego zamieszania ruch odbywał się sprawnie przy nieustającym dźwięku klaksonów.

6Naszą uwagę w szczególności przyciągały skutery, które są najliczniejszym i najpopularniejszym środkiem transportu w Wietnamie. Ku naszemu zaskoczeniu pojazdami tymi przewożone jest prawie wszystko: od zwierząt (kury i kaczki zapakowane w klatki, a nawet prosiaki) po ładunki niejednokrotnie przewyższające rozmiar pojazdu – jakieś meble, łóżka, komody, deski, olbrzymie paki z napojami czy innym towarem. 2573454_DSC07310Zaskakująca jest również liczba pasażerów przemieszczających się na jednym skuterze. Często są to całe rodziny cztero lub pięcioosobowe. I jakoś nikomu to nie przeszkadza.

O tym jak uciążliwe jest poruszanie się pieszo po zatłoczonych ulicach wietnamskich miast dla nieprzywykłego turysty mieliśmy okazję przekonać się już pierwszego dnia podczas spaceru po Hanoi.

2015-06-01 23-22-56

Odnieśliśmy wrażenie, że każdy pojazd czai się, żeby rozjechać przechodnia, który usiłuje przejść przez ulicę na drugą stronę.

Nawet zielone światło dla pieszego oznacza tylko „możesz wejść na przejście dla pieszych i spróbuj uniknąć rozjechania”. Aby przedrzeć się na drugą stronę w miejscu gdzie nie ma sygnalizacji świetlnej należy po prostu wejść na jezdnię, energicznie przechodzić zatrzymując się przed każdym nadjeżdżającym pojazdem, pozwolić się omijać z każdej strony i nie zwracać uwagi na „klaksonienie”.

BUS podjechał pod Hanoi Old Centre Hotel w samym centrum starego miasta (dzielnica Hoàn Kiếm), położonego nieopodal jeziorka Hoan Kiem. Z hotelu wyszła do nas przesympatyczna obsługa hotelowa, która pomogła nam wnieść bagaże do środka. Ugoszczono nas owocami, sokami, kawą, herbatą i pysznymi mufinkami (serwis dostępny za free podczas całego pobytu w hotelu). 3Rozgadana i uśmiechnięta recepcjonistka May, od której udało nam się uzyskać cenne informacje na temat Wietnamu jeszcze w trakcie planowania podróży, zasypała nas kolejną porcją przydatnych informacji oraz zaproponowała pomoc w organizacji podróży po Wietnamie.

2Do Hotelu Old Centre wracaliśmy kilkakrotnie podczas naszej podróży ze wschodu na zachód i z południa na północ Wietnamu. Wracaliśmy tam jak wędrowcy po podróży wracają do domu. Zawsze witani uśmiechem, zawsze obsługa hotelu zasiadała z nami przy stole i w rodzinnej atmosferze dzieliliśmy się z nimi naszymi wrażeniami z podróży planując równocześnie kolejną podróż w inne, odległe zakątki tego kraju.

Generalnie zorganizowanie podróży po Wietnamie i jego ciekawych i wartych odwiedzenia miejscach nie jest trudne. Na miejscu w Hanoi i wszystkich większych miastach dostępna jest niezliczona ilość biur podróży, które pomagają zorganizować wycieczki do najciekawszych zakątków tego kraju. Oczywiście warto odwiedzić kilka biur zanim podejmie się decyzję o zakupie wycieczki lub np. organizacji trekkingu, ponieważ ceny są bardzo różne i dodatkowo należy je uparcie negocjować. Oczywiście życie nauczyło nas, że w tym kraju trzeba i warto negocjować wszystko, gdyż oprócz uczciwych i pomocnych ludzi niestety jak wszędzie natknąć się można na takich, którzy chcą się szybko wzbogacić.

2573387_DSC01012

Swój pierwszy dzień pobytu w Wietnamie poświęciliśmy na dopracowanie kwestii organizacyjnych naszej podróży po tym kraju, zapoznanie się z wietnamską kuchnią, przystosowanie do gorącego i wilgotnego klimatu, przestawienie naszych organizmów w czasie o 5 godzin do przodu oraz zrozumienie angielskiego z wietnamskim akcentem (np. bajskul to rower, kejs to jaskinia).

Hanoi

1

Jest stolicą i drugim co do wielkości po Ho Chi Minh (dawny Sajgon), miastem Wietnamu.

Wszyscy kojarzą Wietnam z deltą jednej z jego największych rzek – Deltą Mekongu (południe Wietnamu), ale mało kto wie, że na północy Wietnamu znajduje się jeszcze jedno rozlewisko – Delta Red River, a Hanoi usytuowane jest właśnie na prawym brzegu głównego koryta tej rzeki.

Mimo wielokrotnych zniszczeń Hanoi, wciąż istnieje tam wiele zabytków starej architektury, szczególnie na Starym Mieście (dzielnica Hoàn Kiếm).

Zabytki, które warto zobaczyć rozmieszczone są w znacznej odległości od siebie, więc warto się wybrać do nich korzystając z lokalnych środków transportu (taxi, ryksza), chyba, że na zwiedzanie stolicy przewiduje się więcej niż jeden, czy dwa dni, wtedy warto odbyć spacer od jednej atrakcji turystycznej do drugiej.

3

Na pewno warto zobaczyć Pagodę na Jednej Kolumnie z 1042 roku, Świątynię Literatury z 1070 r. i Mauzoleum Hồ Chí Minha, czy neogotycką Katedrę św. Józefa.

Warto przespacerować się wokół jeziorka Hoan Kiem z świątynią Ngoc Son pośrodku oraz przejść się po dzielnicy francuskiej gdzie znajduje się słynna Opera House.

Spacerując po ulicach Hanoi nie sposób nie zauważyć wszechobecnych symboli państwowych Socjalistycznej Republiki Wietnamu – czerwone flagi ze złotą gwiazdą. Złota gwiazda pochodzi z flagi Wietnamu.

8

Pięć ramion symbolizuje chłopów, robotników, żołnierzy, inteligencję i młodzież. Każdej takiej fladze towarzyszy zazwyczaj czerwona flaga przyozdobiona w jakże dobrze nam znane narzędzia gospodarcze: sierp i młot. Mnogość symboliki państwowej w czasie naszego pobytu wiązała się z przypadającym na 30- tego kwietnia świętem narodowym. Byliśmy świadkami uroczystych obchodów 40-tej rocznicy zakończenia wojny wietnamskiej. Tego wieczoru z dachu naszego zaprzyjaźnionego hotelu podziwialiśmy spektakularną kanonadę sztucznych ogni rozbłyskujących się w centrum Hanoi nad jeziorem  Hoàn Kiếm.

Jeziorko Hoàn Kiếm przyciąga rzesze turystów oraz miejscowych.

5

To urocze miejsce otoczone jest z każdej strony ruchliwymi ulicami, przez które przetaczają się z minuty na minutę setki roztrąbionych pojazdów. Pomimo bliskości tych hałaśliwych ulic deptak wokół jeziora wydaje się być doskonałym miejscem, w którym mieszkańcy Hanoi od wczesnych godzin porannych uprawiają gimnastykę lub ćwiczą układy taneczne salsy, tango czy cha-chy zarówno w licznych grupach jak i solo. Równie dużym zainteresowaniem wśród mieszkańców wietnamskich miast cieszą się przygotowane na chodnikach miejsca do rozgrywania meczy badmintona. Spacerując sobie po Hanoi, mieliśmy niejednokrotnie okazję aby się przyjrzeć takim spotkaniom towarzyskim z rakietką w ręku.

4

Przygotowując się do podróży po Wietnamie sporo informacji wyczytaliśmy w przewodnikach na temat Wodnego Teatru Lalek w Hanoi. Water Puppet Theatre gorąco polecała nam również obsługa naszego hotelu a także grupka gimnazjalistów, która zaczepiła nas nad Jeziorkiem Hoàn Kiếm. W ramach lekcji mającej na celu praktyczne pogłębianie znajomości języka angielskiego, uczniowie zachęcali zagranicznych turystów do rozmowy. Dzięki tej miłej konwersacji sporo dowiedzieliśmy się między innymi na temat potraw i owoców egzotycznych, które warto spróbować będąc w Wietnamie.

Kupiliśmy więc bilety na popołudniowe przedstawienie w teatrze lalek wiedząc, że jest to przedstawienie, którego ominąć  nie można – po prostu must-see.

7

Czy rzeczywiście tak jest? To zależy na co nastawia się widz. Naszym zdaniem powinno się tam pójść bo:

  1. jest to jedyny na świecie teatr lalek na wodzie, który ma ponad 1000 letnią tradycję,
  2. można posłuchać prawdziwej ludowej muzyki, śpiewu a także przyjrzeć się ciekawie skonstruowanym i niezwykle barwnym lalkom poruszanym przez stojących po pas w wodzie aktorów za pomocą skomplikowanego systemu tyczek, rolek i sznurów,
  3. pomieszczenie jest klimatyzowane i można w nim złapać oddech przed kolejnym zapuszczeniem się w upalne ulice Hanoi.

2573419_DSC07252

Samo przedstawienie natomiast i historyjki prezentowane podczas show wzbudziły żywe zainteresowanie wśród widzów w wieku 1-5 lat. Na nas oczywiście spektakl też wywarł ogromne wrażenie. Z początku nie wiedzieliśmy jakie, każdy z nas patrzył się na siebie z głupkowatą miną  i wzrokiem pytającym „czy aby dobrze trafiliśmy?” Przed nami na wodnej estradzie w rytm orientalnych skocznych melodii odgrywały się rozmaite scenki z ludowych opowieści i legend. W czasie dalszej podróży i obcowania z kulturą Wietnamu wrażenia wyniesione z teatru lalek na wodzie ożywały raz po raz co inspirowało nas do „odgrywania” co bardziej wesołych epizodów tego spektaklu, a to w pociągu , w basenie czy w jakiejś knajpce.

2573422_DSC07262

Przebywając w Hanoi warto zagłębić się w zatłoczone i gwarne uliczki starego miasta. Od wczesnych godzin porannych na ulicach kwitnie handel. Na chodnikach rozsiadają się przekupki oferujące owoce, mięso, pieczywo, gotowane jajka. Wokół krążą sprzedawcy z wszelkim możliwym asortymentem od pamiątek, kwiatów, owoców oraz innych pyszności, które są transportowane na rowerach lub w koszach zawieszonych na dwóch końcach drąga, który przekupka cały dzień nosi na ramieniu (taki rodzaj handlu obwoźnego).

2573451_DSC07273

Również od wczesnych godzin porannych zaczyna się gotowanie na ulicy. Gdzie tylko jest to możliwe ustawiają się osoby, które oferują przechodniom zupki, pieczone banany oraz inne lokalne pyszności.

A gdzie warto jeść? Tam gdzie zasiadają tłumy Wietnamczyków – na ulicy, w tanich knajpkach obleganych przez „lokalesów”. Jedzenie jest pyszne, zimne piwo Tiger smakuje wyśmienicie a wszystko w ilości 2 x więcej i 3 x taniej niż w restauracjach.

2573373_DSC01008Na pewno warto spróbować ichniejszych nudli podawanych na różne sposoby bądź z mięsem, bądź z warzywami, których w większości do tej pory nie zidentyfikowaliśmy i nie potrafimy nazwać. Warto również spróbować pyszne wietnamskie zupy, mięsa i owoce morza doskonale przyprawione i oczywiście wszechobecny ryż, który podawany jest do wszystkich potraw jak u nas chleb czy ziemniaki. Oczywiście konsumpcja odbywa się pałeczkami a trzytygodniowy trening sprawił, że aktualnie  posługujemy się nimi z mistrzowską zręcznością.

1

Przemierzając Wietnam zajadaliśmy się również owocami. Tamtejsze ananasy to mistrzostwo świata: soczyste, słodkie i świeże. Równie pyszne są małe, słodkie jak miód banany, kwaskawe mango i passiflora (męczennica jadalna), które najczęściej zamawialiśmy w postaci szejków owocowych. Próbowaliśmy rambutana – obiera się i smakuje podobnie jak chińskie liczi. Nazwa owocu pochodzi od malajskiego słowa „rambutan”, który oznacza „owłosiony” bo prawdziwie włochatą ma skórkę. Powszechnie dostępna na każdym straganie jest pitaja czyli smoczy owoc. Również za stosunkowo nieduże pieniądze można kupić owoc  jackfruit – owoc drzewa bochenkowego,  po którym jednak więcej się spodziewaliśmy, i raczej nie tego, że nas zemdli jak ostra jazda na karuzeli. Absolutnym hitem był owoc duriana.

2

Owoce durianu mają nieprzyjemny zapach odczuwalny z daleka. Konsumpcji duriana dokonaliśmy pod Pagodą na Jednej Kolumnie. Nasze “przeszczęśliwe” miny, że spożywamy ten nie tani owoc, który wali jak tygodniowe skarpety zainteresowały grupę turystów z Tajlandii, którzy pochwalili się, że jest to ich narodowy owoc. Zapach duriana towarzyszył nam jeszcze w drodze na Fan Si Pan (nie byliśmy tym zachwyceni). Dopiero noclegując w bazie pod szczytem najwyższej góry w Wietnamie nasz Wilk Alfa przyznał się, że zabrał na pamiątkę pestkę owocu i ma go w kieszeni plecaka. Cóż na wypadek ataku dzikich zwierząt mieliśmy broń biologiczną w postaci pesteczki durianeczka.

4Wracając do owoców, powaliła nas w Wietnamie cena jabłek. Kiedy Renia wyciągnęła rękę w kierunku pięknych, rumianych jabłek, takich zwyczajnych u nas owoców, przekupka śpiesznie rzuciła cenę, jakby chciała nas nią zniechęcić do zakupu. Okazało się, że cena tych nadzwyczajnych owoców wynosiła w przeliczeniu na polską walutę około 40 zł za jeden kilogram. Zadowoliliśmy się więc znów ananasami, mango i inną tanią egzotyką.

Wszędzie na ulicach Hanoi można zakupić soki ze świeżych owoców. Jednym z tańszych, bardzo orzeźwiających i najchętniej wypijanych przez nas w te upalne dni był świeżo prasowany sok z trzciny cukrowej. Z sokiem tym wiąże się również bardzo zabawna historia, która nas spotkała, ale o tym przeczytacie w naszych kolejnych wspomnieniach opisujących odwiedzone przez nas zakątki Wietnamu.

Zapraszamy niebawem: autorzy Kasia i Tomek