Gwatemala – portrety kupowane, podkradane i podarowane

Fotografowanie ludzi stało się w pewnym momencie jego ulubionym tematem. Najbardziej lubi jeśli jest to improwizacja, zastana sytuacja, reportaż. Ale i pozowane zdjęcia są dla niego ciekawym wyzwaniem – najpierw w wymiarze odwagi do zapytania a potem szybkiego dobrego „strzału”, co wg niego udaje się jednak rzadko. Krzysztof Grabowski zabierze nas w fotograficzną podróż do Gwatemali…

kg_gwatemala-portrety-podarowane_10W Gwatemali spędziłem miesiąc w 2011 roku. Było to dla mnie coś nowego, bo do tamtej pory jeździłem po prostu zwiedzać, przemieszczać się. Tam dotarłem z zamiarem, żeby  pomieszkać i pouczyć się języka hiszpańskiego. Prawie cały czas spędziłem w jednym miasteczku. Owszem, zwiedzałem okolicę ale nie zapuszczałem się zbyt daleko i codziennie wracałem do swojego domu do rodziny gwatemalskiej, u której mieszkałem. Dopiero pod koniec pobytu przemieściłem się na kilka dni do Antiguy.

Tak więc miałem czas. Mogłem spacerować tymi samymi uliczkami o różnych porach dnia. Chodziłem z aparatem gdy miałem na to ochotę lub bez niego, by po prostu obserwować bez zwracania większej uwagi na siebie. Nie zmuszałem się do fotografowania, nie poganiała mnie świadomość, że za chwilę będę gdzieś indziej i tu już nie wrócę. Czasem siadałem z aparatem na krawężniku przez długie chwile i robiłem zdjęcia.

Zdjęcia za pieniądze

kg_gwatemala-portrety-kupione_01Są kraje, gdzie za zrobienie zdjęcia można usłyszeć dziękuję. Są takie, gdzie można stracić zęby lub aparat a w najlepszym razie usłyszeć wyzwiska, a są też takie, gdzie najzwyczajniej wystarczy zapłacić.

Przypadek 1

– Przepraszam, czy mogę zrobić Panu zdjęcie?

– Si, dos quetzales (2 quetzales gwatemalskich to ok 1/4 dolara)

Tak wyglądał jeden z moich pierwszych dialogów fotograficznych w Gwatemali. Starszy Pan ubrany elegancko w strój jaki można tu spotkać dość często wśród starszyzny, siedział sobie na schodkach chyba swojego domu i prawdopodobnie tak dorabiał do emerytury. Trzeba dodać, że niezbyt ładnie pozował. Wyglądał ponadto jakby słabo widział ale za to drobniaki liczył sprawnie.

Przypadek 2

kg_gwatemala-portrety-kupione_04Tym razem nie ja zacząłem rozmowę. Dość młody człowiek po prostu żebrał pieniądze. Postanowiłem mu dać parę groszy ale musiał za to przez chwilę stanąć spokojnie do zdjęcia. Wyglądał mimo wszystko na nieco bardziej zadowolonego z życia jakie wiedzie niż dystyngowany jegomość z przypadku pierwszego.

Przypadek 3

Kolejnego kolorowo ubranego człowieka sfotografowałem z nieco dalszej odległości w dosyć ruchliwym miejscu miasteczka San Marco. Mimo szybkiej przymiarki i tylko jednego “strzału” zdołał się zorientować i podobnie jak w przypadku pierwszym od razu zażądał opłaty. Na początku było to 1Q ale szybko się zreflektował i postanowił zarobić więcej i kazał zapłacić sobie 2Q. Ponieważ nie byłem na to przygotowany ostatecznie pożyczyłem od znajomej 1Q w kieszeni doszukałem się jeszcze 0,5Q i tyleż zapłaciłem. Że tak powiem “za karę” zrobiłem mu jeszcze portret z bliska. Ów człowiek poganiał mnie nieco, gdyż śpieszył się na autobus. Z lekko zniesmaczoną miną wziął 1,5Q i poszedł w swoją stronę. Sądzę, że gdybym próbował uciekać bez zapłaty, gotów był mnie dogonić i zlać kijem.

Przypadek 4

Dzieci, które wypatrzyły mnie w jednym z małych miasteczek (właściwie wiosek) szybko zorientowały się, że można będzie zapewne coś mi  sprzedać. Miały ze sobą pocztówki robione ręcznie przez ich mamy. Najpierw nie chciałem nic kupować. Potem pomyślałem, że będzie to lekka, mała i fajna pamiątka. Więc zaczęło się targowanie ze sprytnymi dzieciakami. Gdy już stanęło na satysfakcjonującej wszystkich cenie, wówczas poprosiłem, żeby podpisały tą kartkę. Dzieciaki zaczęły to robić jeden po drugim i tak się tym zajęły i rozbawiły (z pisaniem szło im jeszcze słabo) a ja w tym czasie mogłem je spokojnie fotografować. Tak więc zdjęcia te chyba należy zaliczyć do kupionych, ale naturalnych.

Portrety podkradanekg_gwatemala-portrety-kupione_06

Na ulicach, na targowiskach gdzie wszyscy są zajęci, migawka aparatu zamyka w ułamku sekundy ten moment, chwilę, pozę, gest, mimikę, ruch, emocje. Takie zdjęcia najbardziej lubię. Słowo „skradzione” nie jest najlepsze po prostu w tym przypadku nie pyta się o zgodę na zrobienie zdjęcia. Chodzi o naturalne oddanie klimatu, miejsca, chwili. Najczęściej portretowane osoby nawet nie zauważają, że są fotografowane. Często zdarza się, że podkradanie kończy się zdemaskowaniem a potem uśmiechem, czyli aprobatą a nawet pozowaniem bez chęci zapłaty.

Przypadek 1

Najlepszymi miejscami na podkradanie są zatłoczone ulice, targowiska, dworce autobusowe, publiczne pralnie czy okolice kościołów. Krótko mówiąc tam, gdzie tłumnie a ludzie zajęci są sobą. Szczególnym przypadkiem okazało się zdjęcie zrobione mężczyźnie niosącemu na głowie ogromną szafę z lustrem – on po prostu nie mógł nic zrobić nawet gdyby chciał.

Przypadek 2

kg_gwatemala-portrety-podkradane_02Gdy wszedłem do jednego z kościołów zobaczyłem coś niezwykłego – grupa mężczyzn siedziała (część klęczała) pod samym ołtarzem i częstowała się napojem, który na pewno nie był wodą. Stały też puszki z piwem. Czy był to swego rodzaju sposób na modlitwę tego nie wiem, w każdym razie postanowiłem to uwiecznić. Nie podchodziłem do nich, nie rozmawiałem z nimi. Usiadłem kilka ławek dalej i obserwowałem ich. Gdy się zorientowałem, że moja obecność im nie przeszkadza zacząłem robić zdjęcia. Musieli to widzieć ale nikt nie zwrócił mi uwagi a co ciekawsze, nadal zachowywali się cały czas w sposób nieskrępowany.

Portrety podarowane

W tym przypadku zdjęcia zrobione są za zgodą osoby fotografowanej – czy to pozowane czy też podczas normalnego zajęcia. Wymagają zapytania, porozmawiania, a więc zbliżenia się do człowieka.

Przypadek 1

kg_gwatemala-portrety-podarowane_01Kobiety szyjące przedmioty na sprzedaż siedziały pod kościołem w małej miejscowości. Widząc obcokrajowca instynktownie zwróciły się do mnie oczywiście z ofertą sprzedaży swojego rękodzieła. Ponieważ nie chciałem nic kupować, zaczęła się rozmowa. Posiedziałem z nimi dłuższą chwilę. Były sympatyczne. Zachęcały mnie do zakupu swoich rzeczy dla żony, dla dziewczyny, dla mamy. Szukały wszelkich argumentów, ale nie były nazbyt nachalne. Zresztą rozmowę z nimi traktowałem też jako test i szlifowanie mojej znajomości świeżo uczonego hiszpańskiego. Zrobiłem im kilka zdjęć. Potem jednak coś kupiłem i wówczas poczułem się jeszcze bardziej swobodny w fotografowaniu, nabierając pewnego rodzaju pozwolenia. Po części więc niektóre fotografie uważam za  kupione.

Przypadek 2

kg_gwatemala-portrety-podarowane_14Zupełnie inny przebieg miało fotografowanie dzieci na placu miasteczka, do którego przyjechałem na parę chwil po prostu pochodzić. W miasteczku nie miało być niczego ciekawego w rozumieniu przewodników turystycznych. Gdy przyszedłem na plac (boisko),  gdzie bawiły się grupki chłopców i dziewczynek najpierw ich obserwowałem a następnie zacząłem fotografować. Pierwsze reakcje to chowanie się i uciekanie sprzed aparatu. Po jakimś czasie okazało się to dla dzieci fajną zabawą – ja „polowałem”, a one się kryły śmiejąc się przy tym. W końcu wokół mnie zgromadziła się cała masa dzieciaków robiących śmieszne czy głupawe miny. Nieśmiałe dotąd dziewczynki także się dołączyły i pokazały swój temperament wskakując w kadr przed chłopaków. W końcu na placu zapanował niezły harmider tak, że dorośli wokół obserwowali co też wyprawiają dzieciaki z nieznajomym gringo.

Zdjęcia więc były podarowane, ale nie obeszło się bez zapłaty. Po zabawie, dzieci zapragnęły się czegoś napić, więc wielką gromadą poszliśmy do pobliskiego sklepu gdzie kupiłem im dużą, bodaj 2,5 litrową Coca-Colę, z czego bardzo się ucieszyły.

kg_gwatemala-portrety-podarowane_02Przypadek 3

Wykonanie kilku portretów człowiekowi zajmującemu się szyciem ubrań nie było niczym trudnym. Ów pan był bowiem moim „tatą” w rodzinie, u której mieszkałem. Po wielu dniach wspólnego jedzenia, mycia naczyń, prania, gotowania i rozmawiania takie zdjęcia po prostu musiałem zrobić i nie wymagały namów a do tego wyszły naturalnie.

Przypadek 4

kg_gwatemala-portrety-podarowane_05Chyba najtrudniejszy przypadek – w małej miejscowości nieopodal Antiguy, po której uliczkach zwyczajnie się włóczyłem bez celu, natknąłem się na człowieka robiącego bezpośrednio na ulicy trumny. Na tyle mnie zaintrygował, że jednak postanowiłem zrobić mu zdjęcie. Nie mogłem tego zrobić inaczej niż pytając o zgodę, bo trudno byłoby mnie nie zauważyć, a nie chciałem za zrobienie niechcianego zdjęcia stać się wkładem do jego trumny. Zacząłem więc rozmowę. Człowiek był niedostępny, nie wyczuwałem sympatii do mnie, ale ów jegomość nie miał też wrogiego nastawienia. Mało odpowiadał, pracował. Kiwną, że zgadza się na fotografowanie a przynajmniej ja to tak odebrałem. Wykonałem mu parę zdjęć podczas pracy i gdy odpoczywał. Posiedziałem jeszcze chwilę i pożegnałem się. Kawałek dalej produkowała się trumna przez ekipę konkurencyjną. Oni, widząc sytuację, już sami zachęcali mnie do zrobienia zdjęć.

Przypadek 5kg_gwatemala-portrety-podarowane_15

Gdy chciałem sfotografować niezwykły rower stojący przed serwisem czy też warsztatem rowerowym, wówczas zauważył to właściciel i natychmiast zawołał swojego syna. Kazał mu usiąść na maszynie i zapozować do zdjęcia.

 

Fotografowanie pomaga mi pamiętać.

 

Zapraszam do odwiedzenia strony, którą prowadzi Krzysztof – fotowyprawy.com