Ha Long – Zatoka Zstępujących Smoków – Wietnam (IV-V 2015) część II

“… Widok był przerażający. Morze po horyzont zapełniło się setkami okretów wroga. W promieniach wschodzącego słońca mieszkańcom północnego wybrzeża Wietnamu ukazała się potęga najeźdźcy. To oznaczało nieuchronną klęskę. Niezwykły jest jednak dalszy ciąg tej historii. Oto bowiem bogowie czuwający nad bezpieczeństwem nadmorskiego ludu zesłali rodzinę smoków, które rozprawiły się z flotyllą agresora ratując kraj przed zagładą. W miejscu gdzie smoki uderzały swymi ogonami o wody wybrzeża  wypiętrzyły  się  setki  skalistych  wysepek.  Tak właśnie powstała zatoka Ha Long…”

Stary Hang przerwał. Zaciągnął się swoją nieodłączną fajką wodną wydobywając z   niej oprócz kłębów dymu charakterystyczny świergot. Mała May siedziała jak zahipnotyzowana wsłuchana w opowieść swojego dziadka…

7229142_DSC00232Pierwszy dzień po przylocie do Wietnamu poświęciliśmy na załatwienie wszystkich formalności, zebranie informacji oraz zorganizowanie sobie podróży do większości miejsc, które mieliśmy w planie zobaczyć. W Hanoi biegaliśmy od jednego biura podróży do drugiego i negocjowaliśmy ceny oferowanych nam wycieczek a także ceny wymiany waluty (dolar, euro) na wietnamskie dongi. Pod wieczór mieliśmy już dopiętą na ostatni guzik organizację pierwszych 2 tygodni naszego pobytu w Wietnamie.7229146_DSC00290

Tam Coc

Na dzień drugi zaplanowaliśmy sobie jednodniową wycieczkę do Tam Coc, bardzo popularnego turystycznie miejsca położonego w północnej części Wietnamu w pobliżu miasta Ninh Binh.

Około godziny 8:30 w holu naszego hotelu pojawił się przewodnik, za którym podążyliśmy do dwudziestoosobowego busa, w którym zebrało się już międzynarodowe 7229143_DSC00249towarzystwo mające zamiar tego dnia przepłynąć się łodzią po rzece Dong. Dojazd do miejscowości Van Lam, z której rozpoczyna się trzygodzinna wycieczka małą łodzią zajął nam około 2 godziny (niecałe 100 km).

Ku naszemu zaskoczeniu w trakcie przejazdu do Van Lam, nasz przewodnik poinformował wszystkich uczestników wycieczki, że dziś jedziemy do Ha Long Bay. Niektórzy pasażerowie BUSa próbowali mu wyperswadować, że to jakaś pomyłka, co nasz przewodnik skomentował z uśmiechem, że Tam Coc jest potocznie zwany Zatoką Ha Long na lądzie.7229407_DSC00221

Po drodze zatrzymaliśmy się na zwiedzanie świątyń w Hoa Lu. Miasto to w wieku X i XI było stolicą Wietnamu. Aktualnie jest to bardzo ważna atrakcja turystyczna ze względu na zachowane zabytki, które przypominają o ciekawej historii kraju. Podczas zwiedzania jednej ze świątyń – Dinh Tien Hoang trafiliśmy na festiwal, dzięki czemu mieliśmy możliwość podziwiania kolorowych strojów oraz obrządków, które obchodom święta towarzyszyły.

Po lunchu dotarliśmy do Van Lam. Stąd właśnie wypływają łodzie, które są prowadzone przez jedną lub dwie miejscowe kobiety. Praca w charakterze wioślarza to jedno z głównych zawodów wykonywanych przez Panie w Van Lam. Rzeka roi się od łódek pływających z prądem i pod prąd, zaś wioślarki do wiosłowania wykorzystują nogi, co też stanowi ciekawy element miejscowego folkloru.

Rzeka Dong wije się przez malowniczy krajobraz zdominowany przez pola ryżowe i krasowe skały wystrzeliwujące z podmokłych terenów, by przepłynąć trzy naturalne jaskinie (Hang Ca, Hang Hai, a Hang Ba), z których największa ma 125 m długości i około 2 m wysokości. Krajobraz Tam Coc jest naprawdę bajkowy i warty polecenia wraz z całym dobrodziejstwem kulturowym tego miejsca, w stosunku do równie pięknego ale skomercjalizowanego Ha Long.

Ha Long

Po 5 godzinach jazdy, „very luxury BUS” zajechał na parking przy przystani Zatoki Halong. Zabraliśmy ze sobą podręczny bagaż i poszliśmy w kierunku mariny. Około pół godziny trwało załatwienie formalności związanych z zaokrętowaniem na łódź. Czas ten można było wykorzystać na spacer po porcie z aparatem fotograficznym.

Około 15:00 weszliśmy na pokład Monkey Island Cruise. Niewielki stateczek zacumowany był w porcie obok szeregu innych podobnych, czekających na turystów, z zamiarem wyruszenia w rejs po uroczej zatoce.

Na pokład weszło około 25 pasażerów. Przydzielono nam maleńkie, ciemne, dwuosobowe kabiny, w których unosił się w powietrzu zapach pleśni. Wielkie łóżko rekompensowało ciasnotę i wszelkie niedogodności pomieszczenia. Ale kto by się tym przejmował. Nie przyjechaliśmy tutaj spać w kajucie, tylko korzystać ze słońca i podziwiać piękne krajobrazy, które spodziewaliśmy się tutaj zobaczyć. Stateczek wyruszył w rejs w ślad za innymi, a za nim kolejne.

Około 17:00 zostaliśmy zaproszeni na lunch. Na stole znalazły się różne smakołyki kuchni azjatyckiej: ryby, warzywa, mięso i egzotyczne owoce. Po smacznym posiłku poszliśmy zwiedzić pokład statku wraz ze wszystkimi jego zakamarkami. Ze względu na „ogromne” rozmiary naszej krypy, w przeciągu 10 minut udało nam się zajrzeć w każdy kąt. Najlepszy był górny pokład, na którym znajdowały się wygodne leżaki, fotele i stół, przy którym spędziliśmy cały wieczór grając w popularną grę towarzyską przywiezioną z Polski.

Po lunchu Kapitan skierował statek w kierunku jednej ze słynniejszych i chętnie zwiedzanych przez turystów jaskiń w Zatoce Ha Long – Hang Dau. Jaskinia jest duża, przestronna, znajdują się w niej piękne formy stalaktytów i stalagmitów. Niestety wszystko podświetlone jest światłem w różnych barwach i o różnej intensywności, co daje wrażenie niebywałego kiczu. Ogromnym plusem natomiast przebywania w podziemiach jaskini, była panująca tam temperatura, co dało nam możliwość ochłonąć troszkę od upałów panujących na zewnątrz. Po godzinie zwiedzania wnętrza jaskini, wróciliśmy na statek i popłynęliśmy w kierunku ciekawych formacji skalnych wystających z wody.

Kolejnym etapem rejsu po zatoce była wizyta w pływającej wiosce. Statek został zacumowany koło drewnianego pomostu. Po jego drugiej stronie natomiast zacumowanych było kilka łodzi, służących mieszkańcom jako środek transportu. Opuściliśmy pokład. Chętni mieli możliwość zwiedzenia okolicy wioski kajakami, pozostali mogli pokrążyć z aparatami po drewnianych pomostach i przyjrzeć się życiu mieszkańców. Akurat ta wioska pływająca była typowym punktem turystycznym i mieszkańcy utrzymywali się z wypożyczania kajaków. Życie na niej toczyło się leniwie i bez pośpiechu. Kolorowe domki skąpane w wieczornym słońcu nadawały niezwykły urok temu miejscu.

Dalszy wieczorny rejs odbywał się przy dźwiękach pięknej muzyki, z możliwością podziwiania pięknych widoków na skały i pagórki, za którymi słońce próbowało się schować przez nami. Po tym jak ostatnie promienia słońca zniknęły w wodach Zatoki Ha Long, nasz statek zacumował w miejscu, gdzie cumowały pozostałe statki. Załoga statku zaczęła nas zachęcać do kąpieli w wodach zatoki, niektórych nie było trzeba długo namawiać i po chwili kilka osób wskoczyło do wody z górnego pokładu statku, między innymi i Tomek nie zawahał się na wykonanie tego skoku z jak dla mnie sporej wysokości.

Miłym zakończeniem dnia była uroczysta kolacja zorganizowana dla nas przez załogę statku.  Oprócz gotowych posiłków serwowanych przez załogę, mieliśmy możliwość sami przygotować sobie tradycyjne sajgonki. Korzystając z miłej atmosfery, dobrej muzyki i przyjemnie ciepłego wieczoru, balowaliśmy do późna na górnym pokładzie statku.

Nazajutrz część ekipy wczesnym świtem podreptała na górny pokład z zamiarem uwiecznienia wschodu słońca na Zatoce Ha Long. Poranek był mglisty, niebo pokryte chmurami, słońce niepewnie próbowało się przebić przez kurtynę chmur co jest dosyć typowe dla Zatoki o tej porze roku. Za to popołudnia są tutaj słoneczne i upalne.

Tego dnia mieliśmy w planie rejs łodzią na Małpią Wyspę „Monkey Island”. Po śniadaniu wpakowaliśmy się do łodzi, dopłynęliśmy na wyspę Cat Ba, skąd lokalnym autobusem dotarliśmy na jej drugi koniec, gdzie czekała na nas kolejna łódź. Tym razem płynęliśmy  mijając typowe pływające wioski, w których mieszkańcy zajmują się połowem ryb i innych stworzeń morskich, które później serwowane są w lokalnych restauracjach.

Jako, że zajęłam miejsce na łodzi obok sternika, próbował mi on objaśnić łamanym angielskim jak wygląda życie na wodzie. Po około godzinie rejsu dotarliśmy na piękną Monkey Island. Wyspa jest naprawdę piękna i nie bez kozery nazywana jest Małpią Wyspą, ponieważ zamieszkiwana jest przez liczne gatunki małp. Pierwotnie mieliśmy zamiar przenocować na niej, ale niestety w terminie na jaki zaplanowaliśmy sobie rejs po Ha Long, nie było już dostępnych bungalowów na wyspie. Pozostał nam więc spacer oraz inne aktywności, które mogliśmy sobie tutaj zapewnić: kąpiel w morzu, kajaki, plażowanie i badminton, który od pobytu na wyspie stał się ulubioną przez większą część naszej ekipy grą.

Pod wieczór wróciliśmy na statek i pozwoliliśmy się zaskoczyć ponownie uroczyście przygotowaną przez załogę kolacją. Po kolacji wszyscy goście zniknęli w swoich kajutach na odpoczynek. Błąkając się po zalanym wieczorną ciszą pokładzie zainteresował nas jeden z członków załogi, który na rufie próbował coś wyłowić wędką z wody. Woda podświetlona była na zielono w miejscu połowów, więc bez trudu zorientowaliśmy się, że przynętę próbują złapać małe ośmiorniczki. Oczywiście oboje z Tomkiem ochoczo złapaliśmy za wędki oparte o ścianę statku i podjęliśmy próbę złowienia ruchliwego stworzonka. Niestety w porównaniu z Wietnamczykiem, który co chwilę wyciągał z wody kolejną zdobycz, my mogliśmy się tylko cieszyć tym, że naszą przynętę w ogóle coś miało ochotę ścigać. Po godzinie ekscytującego wędkarstwa, z wynikiem zero, postanowiliśmy i my udać się na spoczynek do swoich kajut.

Ostatni dzień rejsu przypadł nam na ostatni dzień kwietnia, dzień, w którym Wietnam obchodził 40 rocznicę zakończenia wojny wietnamskiej. Po rejsie wróciliśmy do Hanoi, które od kilku dni intensywnie przygotowywało się do obchodów tego ważnego dla nich święta.

Nasze dalsze przygody w Wietnamie opiszemy w kolejnym artykule.

Zapraszamy niebawem: autorzy Kasia i Tomek

27 IV Tam Coc, 28-30 IV Zatoka Ha Long

Zdjęcie główne wykonane przez Elżbietę Jasiak