AUTOR

Katarzyna Szpałek

“Największy błąd, jaki możemy popełnić w życiu, to przeświadczenie, że czegoś nie potrafimy zrobić”

Jestem absolwentką Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, z wykształcenia ekonomistą. Zawodowo pracuję w branży HR.

Moją pasją są dalekie podróże, poznawanie odległych zakątków, obserwacja przyrody i poznawanie innych kultur a także utrwalanie wyprawowych wspomnień  w kadrze aparatu fotograficznego.

Zachęcam do przeczytania Waszych i moich relacji z podróży oraz obejrzenia galerii zdjęć, a jeżeli ktoś z Was chciałby się podzielić swoimi wspomnieniami z wypraw, podróży małych i dużych, bliskich i dalekich na stronach mojego bloga, to również zachęcam do kontaktu ze mną.

*****************

 Kontakt: katarzyna.szpalek(at)gmail.com
 

 

O podróżach z przymrużeniem oka

Indie… Markha Valley… bardzo malowniczą doliną przemieszczaliśmy się kilka dni, aby na koniec wdrapać się na przełęcz Kogmaru La, której wysokość przekracza 5100 m n.p.m. i rozwiesić flagi modlitewne z nadzieją, że nasza kolejna prośba wypowiedziana w tych odległych górach zostanie wysłuchana. W ciągu dnia mogliśmy nacieszyć oczy otaczającymi nas kolorami szczytów, oazą zieleni, która bujnie rozrosła się wzdłuż himalajskich rzek, tęczą kwiatów, które ulubiły sobie to miejsce. Nocą kołysał nas do snu nieustający dźwięk dzwonków, które ozdabiały szyje naszych koników. W pamięci pozostanie nieoczekiwane spotkanie Dalajlamy. „Pamiętaj, że najlepszym związkiem pomiędzy ludźmi jest taki, w którym miłość dla siebie nawzajem przewyższa Waszą potrzebę drugiej osoby.” Dalajlama

  australia2 347_zmniejszacz-pl_432589Australia outback... gorąco… przyjemnie ogląda się pustynię z wnętrza klimatyzowanego samochodu. Widoki piękne i warto je zachować w formie zdjęć. Ostatni wdech chłodnego powietrza i ruszamy na łowy. Niczym komary na Syberii, tutaj życie utrudniają chmary much, krążące wokół głowy jak planety wokół słońca. Jak dobrze mieć bujną grzywę, która jest pożyteczna zwłaszcza wtedy, gdy nie zaopatrzyło się przed wyruszeniem na pustynię w cork hats (kapelusze, które do ronda mają przytroczone na sznureczkach kawałki korka, kamyczki lub inne drobne przedmioty, których ruch odstrasza latające owady). Zdjęcie zrobione w Kings Canyon w jedynym dniu, kiedy niebo zasnuły chmury i mieliśmy nadzieję, że spadnie deszcz. Był to jedyny dzień, kiedy 3 godzinny trekking nie przyprawiał o zawrót głowy od żaru lejącego się z nieba.

2012_04_SIKKIM 516_zmniejszacz-pl_273048  Indie… Sikkim… Po kilkudniowym trekkingu do przełęczy Goecha La (4940 m) nastał czas na odpoczynek i zwiedzenie sikkimskich klasztorów. Zupełnie przypadkowo dotarliśmy nad święte jezioro Khecheopalri, które według lokalnych wierzeń ma moc spełniania życzeń. Miejsce jest ustronne i ciche. Na wietrze łopoczą kolorowe flagi modlitewne a ciszę przerywa szum drzew i dźwięk dzwonków zawieszonych przy wejściu na pomost. Wzdłuż pomostu po obu jego stronach kręcą się młynki modlitewne wprawione w ruch przez pielgrzymów opuszczających to miejsce. W powietrzu unosi się zapach kadzidła. Jest jeszcze wzgórze, z którego roztacza się panorama na okolicę. Ścieżka w dół wiedzie w gąszczu białych i niebieskich flag zapisanych modlitwą. Na dole znajdujemy sklepik z pamiątkami oraz wypożyczalnią ludowych strojów. Uległam namowie i za drobną opłatą założyłam go do zdjęcia, do zakupu tego cuda jednak nie dałam się przekonać.

imm024_24_zmniejszacz-pl_920757  Nowa Zelandia… Wai-O-Tapu i dolina Waimangu… W odległości około 30 km od miasta Rotorua znajduje się niezwykle atrakcyjny do zwiedzania obszar geotermiczny. Krajobraz jest zaskakujący od iście księżycowych kraterów, dymiących otworów w ziemi, krzemionkowych tarasów po barwne jeziorka i tęczowe oczka wodne. Te cuda znalazły się też na naszej liście miejsc, które chcieliśmy zobaczyć podczas pobytu na wyspie północnej. Tak więc zachwycaliśmy się bulgoczącymi błotnymi kałużami w Mud Pools, fumarolami w Hels Gate i kolorowym jeziorkiem szampańskim Champagne Pool z musującą wodą. Jednogłośnie stwierdziliśmy, że park termalny Orakei Korako jest najpiękniejszy pod względem ilości kolorów jakie tam zastaliśmy. Podczas zwiedzania nieodłącznie towarzyszyły nam dźwięki  wydobywające się z ziemi w postaci syku i bulgotu oraz wszechobecny zapach siarki.  Na tym geotermalnym terenie znajdują się dwa najsłynniejsze nowozelandzkie gejzery Pohutu i Lady Knox. Niezwykle ciekawa jest historia tego drugiego, który został odkryty przez pracujących na tym terenie więźniów. Podczas jednej z pierwszych kąpieli nastąpiła jego erupcja. Z czasem okazało się, że została ona spowodowana przez mydło, które dostało się do wnętrza ziemi. Obecnie gejzer, stanowi ciekawostkę turystyczną i codziennie rano o 10:15 gromadzi się wokół spora grupa widzów oczekujących na erupcję wywoływaną wsypaniem odpowiedniej ilości płatków mydlanych do wnętrza krateru.

australia2 231_zmniejszacz-pl_641980  Australia…  Adelaide – Cleland Wildlife Park… Do Australii przylecieliśmy z nadzieją, że dopisze nam szczęście i sfotografujemy sporo tutejszych zwierzaków na wolności. Tak też się stało i nasze oczekiwania zostały w pełni spełnione. Wystarczyło dobrze wypatrywać miśków koala na obszarze, gdzie znaki drogowe nakazywały ostrożną jazdę ze względu na możliwość napotkania tego zwierzaka, potem pozostało zaparkowanie samochodu gdzieś na poboczu i przedzieranie się przez gąszcz eukaliptusów, żeby sfotografować wypatrywany obiekt z odległości kilku zaledwie kroków. O kangurach nie wspomnę, bo trudno byłoby przejechać pół kontynentu i ich nie napotkać. Co więcej trzeba jeździć ostrożnie, bo nie trudno o kolizję z torbaczem. Zupełną niespodzianką było dla nas stado dzikich wielbłądów w okolicach Uluru. Pomimo obfitości gatunków jakie mieliśmy możliwość fotografować podróżując po Australii, odwiedziliśmy również jeden z Wildlife Parków w Adelaide. Zaopatrzeni w torebki z karmą próbowaliśmy skusić rozleniwione zwierzaki odpoczywające w cieniu drzew do wykonania kilku susów w naszą stronę, ale im nie spieszno było podchodzić po jedzenie. Przeciwieństwo stanowiły ogromne strusie wypatrujące papierowych torebek, które szybko podchodziły na swoich długich nogach i pakowały swoje ogromne głowy do środka aby szybko opróżnić torebki z ich zawartości. Psy dingo – jedyne stworzenia trzymane w Wildlife Parkach za wysokim ogrodzeniem ze względów bezpieczeństwa dla odwiedzających park. Na pustyni te dzikie psy podchodziły w pobliże kampingów, czasami na kilka kroków z nadzieją, że uda im się zwędzić jakieś resztki ze stołu.

australia 029_zmniejszacz-pl_932980  Hongkong… podróż zawsze kojarzyła mi się będzie z ptasią grypą, która panowała w Polsce w dniu wylotu do Azji. Podczas przelotu męczyło mnie potworne przeziębienie. W samolocie wszyscy pasażerowie otrzymali do wypełnienia jakieś deklaracje, że nie są chorzy, nie chorowali w ciągu ostatnich 3 miesięcy oraz nie mieli styczności z chorymi na grypę a ponad to nie gorączkują, nie mają kataru, nie kaszlą itd., itp. Na lotnisku Chek Lap Kok w Hongkongu uruchomiono służby medyczne, które wypatrywały podróżnych z objawami przeziębienia. Pomimo kiepskiego wyglądu, zmęczenia podróżą i czerwonego od kataru nosa udało mi się przejść przez wszystkie punkty kontrolne  bez problemu. Dwa dni pobytu w gorącym klimacie, piękne widoki z Victoria Peak, pływanie po Zatoce Wiktorii,  wieczorny pokaz światła i dźwięku, w którym biorą udział najwyższe budynki Hongkongu i pyszne jedzenie a także możliwość kupienia pięknych i niedrogich pamiątek na bazarze sprawiły, że choróbsko opuściło mój organizm i w dalszą podróż samolotem mogłam się udać bez zapasu chusteczek higienicznych.

HPIM4116_zmniejszacz-pl_48890 Nowa Zelandia… Wyspa południowa… wiele jest miejsc na wyspie południowej, których grzechem byłoby nie zobaczyć. Na liście marzeń znajdował się rejs na obserwację wielorybów z Kaikoura. W dniu, w którym mieliśmy wypłynąć nastąpiło załamanie pogody, w wyniku którego po kolei odwoływano rejsy. Cały dzień spędziliśmy na plątaniu się po mieście i okolicznych miejscach a także fotografowaniu fok wylegujących się na plażach. Wypłynęliśmy ostatnim rejsem i pomimo kiepskich pogodowo warunków mieliśmy szczęście zobaczyć aż 9 kaszalotów i kilka albatrosów. Wyspa południowa to spotkania z dziką naturą, góry, fiordy i wiele innych zaskakujących swym urokiem miejsc. Jeżeli ktoś chciałby zobaczyć kolonie fok, lwów morskich, pingwinów i innych stworzeń na wolności, to nowozelandzka południowa wyspa jest właśnie takim miejscem. Zdjęcie zrobione w Aoraki Mount Cook National Park, Hooker Valley.

 MOSKWA_zmniejszacz-pl_27174Rosja… Moskwa… miała być wisieńką na torcie po trekkingu w górach Kałarskich na Syberii. Komplikacje zaczęły się na lotnisku w Irkucku, kiedy to samolot, którym mieliśmy wystartować do Krasnojarska pokrążył po płycie lotniska, zawrócił z pasu startowego i wszystkim pasażerom kazano opuścić maszynę. Czekaliśmy na decyzję czy wylecimy i o której godzinie, podczas gdy Rosjanie naprawiali rzekomo zepsuty samolot. Wskazówki na zegarze przesuwały się do przodu, mijała godzina za godziną. Mieliśmy świadomość, że samolot, którym mieliśmy dostać się z Krasnojarska do Moskwy już odfrunął. Mieliśmy też wykupione bilety na pociąg z Moskwy do Warszawy, który planowo miał odjechać późnym wieczorem, no i wizy jutro kończyły ważność. Po dziewięciu godzinach zapakowano nas z powrotem do tego samego samolotu i wystartowaliśmy na zachód. Po przylocie do Krasnojarska trzeba było się wykłócić o noclegi, które powinien w takiej sytuacji zapewnić przewoźnik. Za to na zwiedzanie Moskwy mogliśmy przeznaczyć w kolejnym dniu znacznie więcej czasu niż moglibyśmy przeznaczyć, gdyby lot z Irkucka odbył się planowo. Pogoda w tym dniu była kapryśna, lecz dopisała na tyle, że jeden z najpiękniejszych obiektów – Cerkiew (Sobór) Wasyla Błogosławionego, który znajduje się na Placu Czerwonym tuż obok Kremla, w momencie kiedy tam dotarliśmy oświetlony był tak pięknie, że wszystkie ornamenty i malunki wyglądały wprost bajecznie kolorowo.

nepal IV 380_zmniejszacz-pl_356672 Nepal… Kathmandu… Stupa Bodnath… podczas pobytu w Kathmandu przemieściliśmy się taksówką kilka kilometrów od centrum miasta, żeby zobaczyć stupę Bodnath (Bagmati). Jest to jedna z najważniejszych buddyjskich świątyń, zaś dzięki ogromnej kopule jest zaliczana do jednej z największych tego typu świątyń na świecie i została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Przybywający zewsząd pielgrzymi obchodzą wokół świątynię wprawiając w ruch młynki modlitewne, których jest tam (jak podają źródła) 147. Zgodnie z wierzeniami tybetańskimi obracanie młynkiem modlitewnym daje efekt taki sam jam wypowiadanie modlitwy. Podróżując po Indiach i Nepalu napotkać można młynki różnej wielkości, począwszy od małych po naprawdę ogromne walce. Te usytuowane przy świątyniach wprawia się w ruch za pomocą rąk, jednakże w wielu miejscach do odmawiania modlitwy wykorzystuje się również siły natury. Widywałam młynki modlitewne skonstruowane w taki sposób, że  wiatr czy woda odmawiały modlitwę za ludzi. W drodze powrotnej na Thamel postanowiliśmy skorzystać z innego środka transportu niż „wygodne” taxi i wsiedliśmy do małego mikrobusiku. Mikrobusy w Kathmandu to bardzo zaniedbane pojazdy nie zapewniające nawet minimum komfortu podczas transportu, zważywszy między innymi na fakt, że ten stosunkowo niewielki pojazd może zabrać nawet 24 osoby (tyle naliczyliśmy osób opuszczających pojazd po dojechaniu do celu podróży). Napisałam zabrać zamiast pomieścić, bo siedzieliśmy w środku ugnieceni jak śledzie w puszce tracąc jakąkolwiek możliwość ruchu. Część osób trzymając się czegokolwiek odbywała podróż przez miasto wisząc poza samochodem, który przemieszczał się slalomem pomiędzy innymi uczestnikami ruchu, informując oczywiście o swojej obecności na drodze nieustającym „klaksonieniem”.

CWO_9679_zmniejszacz-pl_728159 Australia… Outback… Devils Marbles… Przemierzając Stuart Highway z Alice Springs do Darwin zatrzymaliśmy się w rezerwacie Karlu Karlu znanym pod angielską nazwą jako Devils Marbles. Jest to rezerwat przyrody położony na obszarze pustynnym, na którym poprzez działanie procesów erozyjnych i wietrzeniowych wytworzone zostały skały granitowe o kształtach zbliżonych do kuli. Miejsce to jest przez Aborygenów uznawane za miejsce kultu religijnego, gdyż to właśnie tutaj zgodnie z mitologią aborygeńską jedna z najważniejszych czczonych postaci – Tęczowy Wąż złożył olbrzymie jaja, które następnie przemieniły się w twardą skałę. Tego samego dnia, zanim dotarliśmy do rezerwatu, kilka kilometrów za Alice Springs przekroczyliśmy zwrotnik koziorożca a poinformowała nas o tym tablica ustawiona przy drodze. Postanowiliśmy koniecznie upamiętnić to miejsce na fotografii, a że sam znak wydawał się nudnym obiektem do fotografowania, więc wnieśliśmy do obrazu odrobinę dynamiki i wykonaliśmy serię zdjęć radośnie podskakując, a znak służył nam za tło. Nie jest jednak prostą rzeczą wykonanie zdjęcia, kiedy wszyscy jednocześnie są w powietrzu, więc poskakać troszkę musieliśmy, aż wszyscy zostali uwiecznieni w oderwaniu od ziemi. A zdjęcia robił Pan Statyw.

 2985_PICT0114zNorwegia… Tysfjord… Listopadowe morze norweskie bujało nieznośnie „Leonorą” – statkiem, którym popłynęliśmy w rejs na obserwację orek. Z pokładu oglądaliśmy góry Lofotów oświetlone słońcem, którego o tej porze roku jest niewiele za kołem podbiegunowym. Zaledwie robi się jasno około godziny 10:00 przed południem a już około 13:30 zaczynają zapadać ciemności – noc polarna. Korzystaliśmy zatem z uroków pogodnego dnia i fotografowaliśmy tutejsze piękne, surowe krajobrazy z niecierpliwością wypatrując orek. O tej porze roku orki pojawiają się w Tysfjordzie za ciepłym prądem meksykańskim Golfsztrom w poszukiwaniu pożywienia w postaci ławic śledzi. Niestety kilkugodzinny pobyt na statku, dostarczył wszystkim pasażerom choroby morskiej a wyczekiwanych stworzeń niestety tego dnia nie udało nam się zobaczyć. Nazajutrz zdecydowaliśmy się wypłynąć ponownie na morze, ale tym razem wczesnym świtem i łodziami pontonowymi z nadzieją, że teraz się uda. Po około godzinie dotarliśmy do miejsca, w którym przebywało całe stado orek. Pływały wśród łodzi, zanurzały się i wynurzały, wystawiały głowy ponad powierzchnię wody. Zjawiskowy był to widok, który zapadł głęboko w pamięci.

 90545_HPIM0446Syberia… Góry Kałarskie… Z przełęczy Mururin cały dzień szliśmy przez podmokłe torfowiska, grzęznąc co jakiś czas po kolana. Buty trekkingowe byłyby absolutnie nieprzydatne w tym terenie, pozostało nam więc kilka dni dreptać w wysokich kaloszach. Poruszaliśmy się powoli do przodu w nieodłącznym towarzystwie chmary natrętnych komarów i meszek. Podczas krótkich postojów rozpalaliśmy tzw. dymokury (dymiące ogniska z kępek mchów), żeby chociaż odrobinę odstraszyć te paskudne insekty, które jednak niezmordowanie przebijały się przez zasłonę dymną i wgryzały się w ofiarę, którą dopadły (większego znaczenia nie miało to dla nich czy był to człowiek, czy renifer). Po dwóch dniach wędrówki dotarliśmy do obozu pasterzy reniferów, który był celem naszej podróży. Znajdowała się w nim niewielka zagroda dla renów, miejsce na ognisko i duży płócienny namiot wzmocniony żerdziami ze ściętego modrzewia. Panował w nim półmrok. Centralne miejsce zajmował nieduży piecyk, na którym można wypiekać lepioszki (rodzaj chleba), zaś z tyłu zalegały skóry renów, służące Ewenkom za posłanie. W namiocie znajdowała się też stacja radiowa, za pomocą której pasterze komunikowali się z mieszkańcami wioski. Obok radiostacji leżało kilka skarbów: stare, rozsypane pudełko szachów, mocno zabrudzone karty do gry i jakaś książka, a w zasadzie jej część (pozostałe kartki znajdowało się tu i ówdzie poza obozem, wykorzystane zamiast papieru toaletowego). Przebywając w obozie kilka dni mogliśmy obserwować jak codziennie toczy się życie pasterzy. Pomimo kiepskich warunków pogodowych wspólnie z koleżanką podreptałyśmy z Ewenkami na „spęd reniferów”. Zadanie polegało na odnalezieniu rozproszonego w górach stada i przyprowadzeniu go do obozu pasterzy. W kolejnym dniu Ewenkowie wybrali ze stada kilka renów, objuczyli zwierzęta i udali się w góry na polowanie. Po dwóch dniach wrócili zadowoleni wioząc zdobycze, które upolowali w górach. W prezencie otrzymałam talizman, który oprawiłam w srebro i czasami noszę go na szyi – niedźwiedzi pazur.

126007_DSC_0911 Nepal… Chhomrong… Namaste, namaste*… sweet? – małe nepalskie rączki złożyły się w powitalnym geście, białe ząbki błyszczały na tle opalonej buźki, a uśmiechnięte czarne oczy małego chłopczyka próbowały odgadnąć, z której kieszeni plecaka zostanie wyciągnięte słodkie ciastko. Chwilę później w doliny pozostawione za nami poszybowało kolorowe opakowanie po słodkim batoniku. Batoniki były również nagrodą za pozowanie do zdjęć. Często jednak dzieciaki same wybiegały przed obiektyw aparatu dopraszając się o pstryknięcie zdjęcia, które następnie chętnie oglądały a zajęciu temu towarzyszył zwykle rozgardiasz i wybuchy śmiechu. Nadszedł wieczór. Z pobliskiej wioski dotarła grupa tubylców. Wszyscy byli odświętnie ubrani, zasiadli na placu i wyciągnęli ludowe instrumenty. Mężczyźni wystukiwali rytmiczne dźwięki a kobiety tańczyły w rytm melodii wdzięcznie poruszając rękoma oraz falując ciałem od pasa w górę, pozostawiając w bezruchu biodra. Gospodarz zachęcał nas do zabawy i spędzenia z nimi wspólnego wieczoru. Z przyjemnością wsłuchiwaliśmy się w muzykę Himalajów. Panowała przyjemna atmosfera. Na zakończenie wieczoru każdy z nas otrzymał upominek w postaci łańcucha z popularnych tutaj pomarańczowych kwiatów – nepalskie kobiety zawiesiły je nam na szyjach. Tutejszy zwyczaj i wierzenia sprawiły, że pozostawiliśmy je w przydrożnej kaplicy, wypowiadając przy tym życzenia, które powinny się spełnić.

Szwecja… Jokkmokk… Odkąd sięgam pamięcią jednym z moich marzeń była możliwość wyjechania w zimie na północ po to aby ujrzeć zorzę polarną. Pierwszy wyjazd połączony był z wyprawą na obserwację orek na północ Norwegii. Orki udało nam się zobaczyć, lecz okupione to było chorobą morską i zawrotami głowy… ale było warto. 525288_Image36Zorzy wypatrywaliśmy co wieczór. Błąkaliśmy się po okolicach Tysfjordu, marzliśmy na mrozie i wietrze i nic. Nawet wąska zielona nitka nie zechciała się pojawić na niebie. Przemieściliśmy się do Szwecji do miejscowości Porjus. Wędrowaliśmy wieczorami po okolicznych lasach, snuliśmy się po zaśnieżonych uliczkach, zaglądaliśmy w rozświetlone, pięknie ustrojone świątecznymi ozdobami okna i nie doczekaliśmy się zorzy. Jedyną atrakcją było napotkanie stada rozbawionych, na lekkim rauszu Mikołajów przemieszczających się psimi zaprzęgami. Dalej pojechaliśmy w stronę Jokkmokk. Tutaj udało nam się przekonać jaka to frajda, kiedy po tafli zamarzniętego jeziora można przemieszczać się w saniach zaprzężonych w psiaki. Minęły 2 lata i znów znalazłam się za kołem podbiegunowym, po to aby wymarznąć i ujrzeć coś co było przedsmakiem zorzy polarnej. Kilka dni wypatrywaliśmy zjawiska. Każdy z naszej ósemki miał półgodzinny dyżur po to aby alarmować pozostałych, kiedy niebo rozświetli się na zielono. I zaświeciło. Przez krótką chwilę pojawiła się na niebie zielona nitka, która jednak nie nasyciła mojego zorzowego apetytu. Trzeba zaplanować kolejny zimowy wyjazd za Koło podbiegunowe…

kgrabowski_cervinia_060 Włochy…Breuil-Cervinia… Marzec od lat wybierany był przez grupkę moich przyjaciół jako najlepszy miesiąc pod kontem wypadów narciarsko – snowboardowych w Dolomity. I tym razem Dolomity zostały wybrane, ale koniec końców wylądowaliśmy w Alpach. Świetnie przygotowane stoki, piękna pogoda, nieziemskie widoki, doborowe towarzystwo i niestety konieczność zwracania uwagi na kontuzjowane w Himalajach kolano. Chyba tak już bywa, że jak człowiek stara się być zbyt ostrożny, to tym bardziej zalicza spektakularne upadki na stoku, wywija młynkowe przewrotki i na koniec kończy twarzą w śniegu. Na szczęście obyło się bez uszczerbku na zdrowiu, za to wiele radości dostarczyłam tym, co moje „wyczyny” podziwiać mogli.

 781229_DSC09278Słowenia…Triglav (2864 m n.p.m.)… I przytoczę znów słowa H.Forda „Jeśli sądzisz, że potrafisz to masz rację. Jeśli sądzisz, że nie potrafisz również masz rację”. Sierpniowy weekend postanowiliśmy przeznaczyć na zdobycie Triglavu. Dla tych, co włażą na takie szczyty nie jest to nic nadzwyczajnego. Dla kogoś, kto ma ogromny lęk wysokości, jest to góra nieosiągalna… a jednak. Niedzielny poranek zapowiadał się pięknie. Słońce oświetlało zbocza Triglavu. Z niecierpliwością czekaliśmy na to, żeby czym prędzej stopił się skrzący szron i oblodzony szlak stał się przyjazny dla naszych butów. No i ruszyliśmy. Po raz kolejny przekonałam się, że siła tkwi w grupie. We wzajemnym wsparciu, pomocy i motywowaniu tych, którzy mają obawy, że nie dadzą rady lub mają problem przełamać strach. Piotrek, Diana, jesteście wielcy, bo wyleźliście na ten niełatwy szczyt!

 I_54_zmniejszacz-pl_893473Polska… Rysy (2499 m n.p.m.)… Widmo Brockenu zwane również mamidłem górskim to zjawisko optyczne, które powstaje przy niskim położeniu słońca nad horyzontem kiedy cień obserwatora odbija się na położonych przed nim lub poniżej niego chmurach i otoczony jest barwnymi pierścieniami tęczy, która powstaje w wyniku załamywania się promieni świetlnych na kroplach wody lub kryształkach lodu. Nawet jeśli kilka osób znajduje się w tym samym miejscu każda z nich widzi tylko swój cień i otaczającą go aureolę. Zgodnie z legendą stworzoną przez  Jana Alfreda Szczepańskiego Widmem miał być mnich, którego spotkanie miało być zwiastunem śmierci w górach. Zgodnie z legendą dopiero trzykrotne ujrzenie tego rzadkiego zjawiska powoduje, że człowiek będzie bezpieczny w górach po wsze czasy. Z niecierpliwością czekam ujrzenia tego zjawiska jeszcze dwukrotnie a po raz pierwszy udało mi się go zobaczyć kilka lat temu wychodząc wczesnym rankiem na szczyt Rysów.

 886434_nepal-II-1605Nepal…Pokhara… Jezioro Phewa Tal… miasto, z którego zaczynają się i kończą wyprawy wokół i do Sanktuarium Annapurny. Tutaj również można odpocząć od zgiełku wszystkich typowych azjatyckich miast. Malowniczo położona w pobliżu wzniesienia Sarangkot, z którego podziwiać można Masyw Annapurny oraz okoliczne szczyty, między innymi Machapuchare. Z tego wzniesienia również codziennie przy dobrych warunkach startują tłumy paralotniarzy, którzy w tym celu licznie przybywają do Pokhary. Na południe od Doliny Pokhary znajduje się jedno z większych nepalskich jezior – Jeioro Phewa. To właśnie tam postanowiliśmy zresetować się po kilkudniowym trekkingu do Sanktuarium Annapurny i przeznaczyć trochę czasu na inny rodzaj aktywności – pływanie łódką. Pływając po jeziorze odwiedziliśmy romantyczną złotą Świątynię Varahi poświęcona bogini Varahi Bhagwati. Miejsca warte zobaczenia.

 933400_DSC01599Norwegia…Preikestolen i Kjeragbolten… kraj, w którym osobliwości natury zaskakują na każdym kroku. Poprzecinany błękitnymi wstęgami fiordów, grzmiący potężnymi wodospadami, w którym gigantyczne góry wypuszczają skrzące się jęzory lodowców. Wszystko jest tam piękne i warte zobaczenia. Już po raz drugi, urzeczona pięknem i magią miejsca, postanowiłam powędrować na  Preikestolen. Jest to klif o wysokości 604 m, położony nad Lysefjordem. Piesza wycieczka zajmuje około 4 godzin tam i z powrotem. Nie jest to szczególnie wymagający spacer a  widoki z „ambony” na fiord i okoliczne góry są bajkowe. Po drugiej stronie Lysefjordu w pobliżu wierzchołka Kjerag znajduje się Kjeragbolten – zaklinowany pomiędzy dwiema skałami głaz, zawieszony na wysokości ponad 1000 m nad fiordem. Jest to jedna ze słynniejszych atrakcji turystycznych w Norwegii, która przyciąga tłumy turystów. I tam chętnie skierowałam swoje kroki z grupką przyjaciół, z którą podróżowałam w roku 2009 po Norwegii. Każdy z nas chciał mieć fotkę na tym słynnym kamieniu. Weszłam na niego i ja, usiadłam i zdawszy sobie sprawę jak wysoko wiszę nad ziemią nie mając spadochronu doszłam do wniosku, że ochota na zdjęcie mi przeszła.

 2813674_IMG_20150428_1341542Wietnam… Ha Long… Statek cicho sunął po spokojnych wodach Zatoki Ha Long. Wieczór był ciepły, absolutnie bezwietrzny. Z głośników dochodziła romantyczna muzyka.  Zachodzące słońce chowało się to znów pojawiało zza wystających z wody skalistych kolumn, wysp i wysepek. Jedyne dźwięki, które zakłócały ten spokój pochodziły z migawek kilkunastu aparatów fotograficznych. Spektakl trwał do momentu kiedy słońce całkowicie utonęło w słonych wodach Zatoki Ha Long. Było to jedno z bardziej czarujących przeżyć jakich doświadczyłam podróżując sobie po świecie. Ta chwila mogłaby trwać wieczność. Wszystko co widzieliśmy podczas całego rejsu było niezwykłe. A nocą, kiedy zaległa absolutna cisza na statku postanowiliśmy przyłączyć się do załogi statku i wspólnie z nimi spróbować szczęścia w połowie ośmiorniczek. Pomimo zaciętej rywalizacji i pełnego skupienia niestety nie udało nam się złapać ani jednej, w przeciwieństwie do Pana z obsługi statku, który sprawnie wyciągał z wody jedną po drugiej.

Lista marzeń i rzeczy do zrobienia

>> Dotrzeć na festiwal orłów w Mongolii >> Mieć dużo czasu na podróże >> Zdobyć Koronę Europy >> Zobaczyć zorzę polarną podczas wędrówki na skitourach po zimowej Laponii >> Przejechać stepy mongolskie konno >> Zobaczyć rekina wielorybiego >> Dotrzeć koleją transsyberyjską do Chin >> Zrobić piękne zdjęcie skaczącemu płetwalowi błękitnemu >>  Zobaczyć na wolności pingwiny cesarskie i białe miśki >> Popłynąć na rejs Zawiszą Czarnym >> Trekking do bazy pod K2 >> Polatać hydroplanem na Alasce >> Arktyka i Antarktyda >> Wędrówki po najpardziej odludnych i dzikich terenach Skandynawii, Kanady, Alaski i Górach Syberii >>Maleńki drewniany domek z kominkiem i mruczącym kocurem Raptorem >> Łaciaty fryzyjczyk w zagrodzie a nawet dwa >> c.d.n.

Ulubione cytaty

“Jedyną różnicą między ludźmi, którzy realizują swoje marzenia a całą resztą świata jest to,  że Ci pierwsi pewnego dnia podnieśli wzrok znad książki, wstali z fotela i ruszyli na spotkanie swoich marzeń.”

Wojciech Cejrowski

“Jeśli sądzisz, że potrafisz to masz rację. Jeśli sądzisz, że nie potrafisz również masz rację.”

Henry Ford

“Za 20 lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego co zrobiłeś. Więc odwiąż linę, opuść bezpieczną przystań, złap w żagle pomyślne wiatry, podróżuj, śnij, odkrywaj.”

Mark Twain

“Siła człowieka nie polega na tym, że nigdy nie upada ale na tym, że potrafi się podnosić.”

Konfucjusz

“Prawdziwe szczęście jest rzeczą wysiłku, odwagi i pracy.”

Honoriusz Balzak

„Jeśli nie zbudujesz swojego marzenia, ktoś inny Cię zatrudni, abyś pomógł mu zbudować jego.”

Tony Gaskins